varszawa, apostazja sfinalizowana

Dział dla apostatów, którzy dokonali apostazji (wymaga rejestracji by czytać)

varszawa, apostazja sfinalizowana

Postprzez varszawa » 26 maja 2011 , 23:21

I stało się :D w końcu po 2latach wybrałam się do kościoła,aby uwolnić się z jego statystyk. Sama nie wiem,czemu tak długo się wahałam. Generalnie mieszkałam całe życie,jedynie dwie ulice dalej i w sumie z okien mieszkania widziałam kościół,a jakoś tak nigdy nie po drodze. I wahałam się,to fakt. Od ok.4lat tak naprawdę jestem osobą całkowicie niewierzącą-dokładniej deistką. Moją filozofię życiową oparłam na tezach fizyki kwantowej,ale nie o tym... W każdym razie, od roku nie mieszkam już w tej dzielnicy i dziś tam zwitałam,aby w końcu dać sobie spokój definitywnie z kościołem. Od początku.... poszłam, zapukałam, przywitałam miłym 'dzień dobry',na co ksiądz się obruszył i z lekkim uśmiechem opieprzył,że powinnam się witać z boskim 'szczęść boże'...brrr :/. W końcu nawet jeszcze nie siadając, mówię że chcę swój akt chrztu i złożyć do niego apostazję. Na co czarny mi mówi,że to nie takie proste i powinnam mieć dwóch świadków i w ogóle to do kurii muszę się udać,bo on mi nie może nic pomóc. PF! Na co ja mu mówię, że napewno w parafi chrztu i ja to wiem,więc niech mnie nie zwodzi. Czarny spojrzał na mnie, gdzie mój uśmiech powoli zanikał, wziął telefon i wyszedł na chwilę. Wrócił po ponad 5minutach i od razu z atakiem,czy ja sobie zdaję sprawę z konsekwencji jak będę chciała wrócić, bo ja się sama potępiam,bo ja się wypinam (tak powiedział!) na boga, wybieram tę złą drogę, kto mi takich głupot nakładł,pewnie media,czemu w takim razie przyjęłam bierzmowanie (jakieś 7lat temu byłam wierząca-tak mi się wydaje)... bla bla bla. Nie dał mi dojść do słowa. Ale w tym wszystkim był na tyle miły i miał taką 'przyjazną' twarz,że wysłuchałam i wysunęłam swoje argumenty. Na koniec dodałam,że szanuję jego wiarę,więc niech on uszanuje moją decyzję. Powiedział,żebym pzyszła z rodzicami za tydzień. Podpiszemy.
Tylko ja mam teraz takie pytanie.... bo on wyciągając jakiś świstek,dowiedział się że ja już nie mieszkam tam gdzie mieszkałam. Ściemniłam mu tylko,że się wymeldowałam,ale mieszkam nadal. A prawda jest taka,że mieszkanie sprzedałam rok temu, wymeldowałam się, kupiłam inne,ale nie meldowałam się w nim (mam swoje powody).Rodzice też się wymeldowali,ale zameldowani są gdzie indziej. Niby mi uwierzył. Ale co to tak naprawdę za różnica,gdzie ja złożę apostazję,skoro i tak wróci do parafii chrztu? Czy to ma naprawdę znaczenie? W nowej dzielnicy,mnie kościół na oczy nie widział,bo nigdy tam nie byłam, a kolędy nie wpuściłam.a przecież nigdzie w kościele nie jest odnotowane czy ja tam mieszkam,skoro nawet się tu nie zameldowałam. powiedzcie mi, czy to ma znaczenie gdzie ja składam apostazję,skoro jest to to samo miasto?
Zamierzam za tydzień tam pojechać, zabierając rodziców i definitywnie pożegnać się z tą sektą.
wszystko jest energią
Avatar użytkownika
varszawa
 
Posty: 86
Dołączył(a): 22 marca 2010 , 00:23
Lokalizacja: Warszawa
Gadu-Gadu: 0

Teraz JA, apostazja w trakcie realizacji

Postprzez Smok » 26 maja 2011 , 23:34

Z tym miejscem zamieszkania to trzeba być twardym... W instrukcji jest napisane kanonicze miejsce zamieszkania i nie ma ono nic wspólnego z meldunkiem.
Skoro mieszkasz w okolicy to próbuj... A jak Ci nie wyjdzie, to spytaj się księdza łaskawie gdzie to masz załatwić...
Co do świadków, to rozumiem, że rodziców bierzesz z własnej nieprzymuszonej woli i za ich zgodą... Bo świadkowie nie muszą być ani rodzicami, ani chrzestnymi...
Proponuje wydrukować instrukcję i mieć ze sobą. Jak również odpowiedź sekretarza episkopatu co do sprawy miejsca zamieszkania. Gdzieś na forum lub na apostazja.pl to jest...
Powodzenia...

A z innej beczki...
Teraz ja i varszawa to to samo konto? Czy jakieś multikonto? Czy inne świadectwo?
Tak dla porządku pyta...
Smok Grzesio – ATHEIST PRIDE
Avatar użytkownika
Smok
Strażnik piekieł
 
Posty: 4243
Dołączył(a): 29 listopada 2007 , 16:16
Lokalizacja: Krakow
Gadu-Gadu: 0

Re: Teraz JA, apostazja w trakcie realizacji

Postprzez Matt Kaboom » 27 maja 2011 , 00:26

@Smoku
Jedno pisze rodzajem męskim, drugie żeńskim, wykażmy dobrą wolę. Janel przeniesie do nowego wątku.

varszawa napisał(a):jestem osobą całkowicie niewierzącą-dokładniej deistką


No to chyba nie całkiem...

varszawa napisał(a):Powiedział,żebym pzyszła z rodzicami za tydzień. Podpiszemy.


Zapowiada się dobrze. U mnie też się zapowiadało, a potem były problemy. Nie ufaj nikomu, kto chowa jaja pod sukienką. Czarny chce rodziców, bo będzie ich straszył, a nikt tak na Ciebie nie wpłynie jak rodzice. W ciągu tego tygodnia zapewne zadzwoni do nich i będzie ich ustawiał przeciwko Tobie. Może nawet dojść do sytuacji, że rodzice nie podpiszą Twojego aktu i będziesz miała przegraną bitwę i parę tygodni w plecy. Lepiej byłoby, gdybyś poszła z własnymi świadkami.

Jak pisze Smok: koniecznie wydrukuj sobie instrukcję i definicję kanonicznego miejsca zamieszkania. W sumie nie do końca zrozumiałem gdzie mieszkasz, gdzie masz mieszkanie a gdzie jesteś zameldowana - liczy się tylko to pierwsze, czyli gdzie mieszkasz. Jak czarny będzie upierdliwy, to ze względów formalnych odeśle Cię z kwitkiem. Może rodzice mieszkają w pobliżu? Podaj wtedy ich adres i tyle. Nadmiar szczerości może Ci tutaj zaszkodzić. Jak słusznie zauważyłaś, nie powinno to mieć znaczenia gdzie składasz papier, bo i tak finalizacja jest w parafii ochlapania. Ale jakoś przemądrym biskupom nie przyszło do ich świętojebliwych łbów, że ludzie się przeprowadzają, nie lecą zaraz zarejestrować się do księdza i w ogóle g* ich obchodzi gdzie jest lokalny klecha.
Avatar użytkownika
Matt Kaboom
 
Posty: 745
Dołączył(a): 10 sierpnia 2010 , 10:34
Gadu-Gadu: 0

Re: Teraz JA, apostazja w trakcie realizacji

Postprzez varszawa » 27 maja 2011 , 18:54

Dziękuję za odpowiedzi. Faktycznie, może nie napisałam tego jasno, ale jest tak: moja parafia chrztu jest w innej dzielnicy niż teraz mieszkam. ALE nikt nie wie,że ja mieszkam teraz tu a nie tam. Generalnie, powiedziałam czarnemu,że NADAL przebywam w starym miejscu zamieszkania. Chociaż prawda jest taka,że od roku mnie tam nie ma i on niby ma o tym wzmiankę gdzieś tam. Dlatego mu ściemniłam,że nadal tu jestem.bo ja nie chcę składać nigdzie indziej,jak tylko tam,bo tak jak mówię-nigdy nie byłam w kościele,który ma piecze nad moim adresem zamieszkania. Tym samym nie wiedzą,gdzie ja mieszkam. Tylko nie doczytałam nigdzie,jaka to różnica,gdzie składam. Przecież nie jest w stanie mi udowodnić,że nie mieszkam już tutaj gdzie zostałam ochrzczona,a tak czy siak,akt apostazji prześlą nawet z drugiego końca Polski, do parafii chrztu.A składając w 'rodzinnym' kościele, przecież oszczędzam im i sobie czasu i zamieszania.
Mam wziąć ze sobą instrukcję episkopatu? Ok, wezmę :) dzięki za przyatne info.
Bez obaw, do rodziców nie zadzwonią,ani nie będzie ich klecha przekonywać aby mnie nawrócili,bo moim rodzice to luzacy i przyjęli moją decyzję bez bólu. Zaznaczam,że podejmowałam ją kilka lat.
W każdym razie, zamierzam walczyć tam w czwartek,że ja tu nadal mieszkam (co jest nieprawdą) i właśnie tu złoże apostazję.
wszystko jest energią
Avatar użytkownika
varszawa
 
Posty: 86
Dołączył(a): 22 marca 2010 , 00:23
Lokalizacja: Warszawa
Gadu-Gadu: 0

Re: Teraz JA, apostazja w trakcie realizacji

Postprzez Radek_88 » 27 maja 2011 , 19:01

No to życzę powodzenia i czekamy na relacje :wink: .
Radek_88
 

varszawa - apostazja trwa :)

Postprzez varszawa » 28 maja 2011 , 16:52

a więc zakładam osobny wątek, moje posty z viewtopic.php?f=1&t=1635&start=30 można usunąć, co by nie zaśmiecać :).
jeszcze raz opiszę- dla porządku- swój proces wystąpienia z tej sekty. w czwartek, w końcu po bardzo długim czasie zwlekania postanowiłam udać się do 'swojej' parafii chrztu i powiadomić o zamiarze apostazji. po śledzeniu tego forum od ponad roku, przygotowałam się psychicznie na bój o swoje. ale narazie nie było tak źle. podkreślam NARAZIE, bo zakładam różne opcje tego,co wydarzy się w finalnym momencie :D. do rzeczy... jak pisałam wcześniej, zapukałam do kancelarii i z uśmiechem przywitałam się polskim 'dzień dobry', na co czarny się obruszył i stwierdził,że powinnam uczyć się dobrych nawyków i witać go słowami 'szczęść boże'. na co roześmiałam się i poinformowałam,że ja właśnie w innej sprawie. nie zdążyłam jeszcze usiąść, gdy wypaliłam mu,że przyszłam po swój akt chrztu,bo chcę dokonać apostazji. w sumie,to wiedziałam,ze go nie dostanę,bo i tak nie był mi na tę chwilę potrzebny. przecież to tu będę składać apostazję,więc na dobrą sprawę, ksiądz musi wyciągnąć go od ręki w tymże dniu. chciał mnie pognać mówiąc,że to przecież nie jest takie proste i że takie rzeczy to w kurii muszę załatwić z dwoma świadkami. czarny albo niedoinformowany albo chciał czubka ze mnie zrobić. w końcu na moje stanowcze argumenty,że to w parafii chrztu się składa, wziął telefon i wyszedł. wrócił po długich 5min, po czym zaczął śpiewkę z nawracaniem owieczki. tylko czekałam na to,bo miałam już swoje argumenty. i tak jak jego słowa nie przemówiły do mnie,tak samo moje nie przemówiły do niego i je wykpił. mówił coś o tym,że ciężko wrócić, pytał kto mi takich głupot nakładł do głowy, nie przyjął do wiadomości o moim naukowym podejściu do losu, 'straszył' że się potępiam, wypinam na boga... a najśmieszniejsze było to,gdy z lekkim uśmiechem powiedziałam 'jakoś to przeżyję' , a on na to 'właśnie pani nie przeżyje, nie przeżyje pani...' czułam już że duszony atak śmiechu jest już blisko,więc dodałam tylko z powagą,żeby uszanował moją decyzję i nie utrudniał mi tego. dodał więc,że w takim razie zaprasza mnie za tydzień z dwoma świadkami, poprosił o rodziców (i tak miałam w planach właśnie ich wziąć, chociaż wiem że przecież nie ma takieo obowiązku). na koniec była mała komplikacja z moim miejscem zamieszkania, które od roku jest inne niż to które przynależy do parafii ochlapania. ale zamierzam dalej brnąć w zaparte,że ja tu nadal mieszkam (bo tu gdzie faktycznie kupiłam rok temu mieszkanie, w parafii mnie nigdy nie widzieli.ba, ja nawet nie wiem gdzie ona jest :) a i się nie meldowałam,więc w dowodzie też nie ma adresu mojego nowego mieszkania). w końcu, do cholery co za różnica gdzie ja składam apostazję,skoro i tak wszystko ma finał tam,gdzie świstki o chrztu,czyli właśnie tutaj. a czarny nie jest w stanie mi udowodnić,że nie mieszkam w pobliżu. poza tym,w akcie zastrzegam sobie prawo,że odpis z adnotacją odbiorę osobiście za 6tygodni. będę dowiadywac sie telefonicznie, niech nie przysyłają mi tego pocztą.

właśnie piszę swój własny akt apostazji, podpierając się oczywiście Waszymi :) a w czwartek pójdę z instrukcją KEPu w razie jakichkolwiek nowych komplikacji. skoro już się na to zebrałam,to nie będą mnie zwodzić ani odsyłać. rach ciach i mają być podpisane wszystkie 3kopie,inaczej stamtąd nie wyjdę. a co ;).
i choć do tej pory nie pojawiły się komplikacje, tak jestem nastawiona że jednak mogą być w czwartek :/. ale zobaczymy :) życzcie mi powodzenia :D po wszystkim zdam relację :)
wszystko jest energią
Avatar użytkownika
varszawa
 
Posty: 86
Dołączył(a): 22 marca 2010 , 00:23
Lokalizacja: Warszawa
Gadu-Gadu: 0

Re: varszawa - apostazja trwa :)

Postprzez Laszka » 28 maja 2011 , 17:07

oczywiście życzę Ci powodzenia :)
ale też nie nastawiaj się tak bojowo - pójdzie gładko i już :)
chcesz się wypisać czy walczyć? ;)
Wolność! - kocham i rozumiem! :D
Wolności! - oddać nie umiem!! :D
Laszka
 
Posty: 36
Dołączył(a): 13 maja 2011 , 23:31
Gadu-Gadu: 0

Re: varszawa - apostazja trwa :)

Postprzez Radek_88 » 28 maja 2011 , 17:15

Akt apostazji składasz w parafii swojego kanonicznego miejsca zamieszkania.
Wcale nie musisz mieć tam kartoteki. Zadzwon do okolicznych parafii i spytaj
pod którą podlega Twój adres. Jak już namierzysz "swoją" parafię to udajesz się do proboszcza
i umawiasz się na wizytę. Jeśli zamierzasz dokonać apostazji w parafii ochlapania to odpis nie będzie Ci
potrzebny. Życzę Ci bezproblemowej i szybkiej finalizacji :wink: Powodzenia.
I pisz jak tam postępy.
Radek_88
 

Re: varszawa - apostazja trwa :)

Postprzez Kitka » 28 maja 2011 , 17:46

Wedle życzenia - podzieliłam wątek. Ale się zdążył do tego czasu zaplątać :)
Nie wyrażam zgody na cytowanie moich wypowiedzi w całości lub części na portalach innych niż apostazja.pl, apostazja.info
Avatar użytkownika
Kitka
Strażniczka piekieł
 
Posty: 359
Dołączył(a): 17 marca 2010 , 15:30
Gadu-Gadu: 0

Re: varszawa - apostazja trwa :)

Postprzez Smok » 30 maja 2011 , 11:01

No fajnie, ze nowy watek juz mamy...
Ja doradzam spokoj i zdecydowanie... Nie ma co walczyc...
Po co? Spokojem, usmiechem, zdecydowaniem i zdeterminowaniem zalatwisz wiecej niz wojowniczym temperamentem...
Akcja - Reakcja
Pisz jak sie sprawy maja!
Smok Grzesio – ATHEIST PRIDE
Avatar użytkownika
Smok
Strażnik piekieł
 
Posty: 4243
Dołączył(a): 29 listopada 2007 , 16:16
Lokalizacja: Krakow
Gadu-Gadu: 0

Re: varszawa - apostazja trwa :)

Postprzez varszawa » 2 czerwca 2011 , 17:08

I już :). Obyło się bez żadnych nerwów, wszystko na spokój. Pojechałam do parafii chrztu rano, bo tak ksiądz chciał abym przyszła. Posłuchałam się,a co ;) i wzięłam rodziców. Na moje 'dzień dobry', pingwin powiedziała, żebym zaczekała, bo ksiądz jest zajęty. Po chwili wyszedł, a że rodzice czekali na zewnątrz (ksiądz ich nie widział), z lekkim uśmiechem dodał,że on potrzebuje dwóch świadków (jeszcze pokazał mi to palcami, pewnie w razie gdybym miała nie zrozumieć :D),więc mówię,że przyszłam z rodzicami. Czarny stwierdził,że bardzo chce NAJPIERW z nimi porozmawiać. Zamknęli się w gąszczu pokoi. Stałam sobie tak z 10,może 15minut. O czym z nimi rozmawiał, streszczę za chwilę. W międzyczasie słyszałam, jakieś szuranie krzeseł, szperanie w szufladach. Okazało się,że wyciągał mój akt chrztu. W końcu mnie zaprosił. Spytał,czy nie zmieniłam zdania. Ja na to, że nie. Patrzył z takim błyskiem w oczach,że aż mi się na sekundę go żal zrobiło,że tak ciężko pojąć mu ten fakt. Wychowano mnie w szacunku do drugiego człowieka oraz do funkcji,jakie pełni, więc na spokój wyjaśniłam (KOLEJNY!) raz,że 'proszę księdza, to nie jest moja pochopna decyzja i jestem jej w pełni świadoma'. Na to mama (sic!) się wyrwała, czy nie chcę tego jeszcze przemyśleć. WTF? Przecież trąbiłam jej od conajmniej 2 lat,że odejdę z kościoła. Więc to też nie jest tak,że nie przygotowałam na to rodziców,bo znają moje poglądy,jak podchodzę do religii (jakiejkolwiek),świąt i innych bzdetków. Ale ucięłam ją bardzo szybko i dodałam tonem,jaki moja matka zna,że absolutnie nie zmieniłam zdania przez te 15min,które spędziłam na korytarzu. Ksiądz uświadomił mnie (taaa,jakbym tego nie wiedziała!),jakie są konsekwencje, odczytał z jakiś papierzysk,że to ekskomunika, że nie mogę być świadkiem chrztu,bierzmowania, nie mogę ochrzcić dzieci, wziąć ślubu kościelnego, iść do spowiedzi, ani mieć pogrzebu katolickiego. Przytaknęłam,że wiem. Powstrzymałam się przed dodaniem kąśliwej uwagi,że jednak w praktyce może być inaczej (chodzi o chrzest dzieci i ślub kościelny, a także pogrzeby) i jak mi się zachce,to dzieci ochrzczę. Po czym wręczyłam mu akt apostazji w 3kopiach. Pochwalił (?) że widzi,że jestem przygotowana,ale podpisy świadków powinny być składane w jego obecności. Poprosiłam rodziców o podpisanie aktu przed wejściem. Więc mówię,że przecież mogą poświadczyć,że to ich podpisy. Ale ksiądz stwierdził,że nie o to chodzi,tylko że jak już tak przepisowo jest,to podpisać powinni tu w kancelarii. Stwierdził,że zabierze mi wszystkie 3kopie,bo on musi to wysłać. Powiedziałam,że jedna kopia jest dla niego, druga dla kurii,a trzecia dla mnie,bo tak też zresztą napisałam. I proszę go o podpis na kopii dla mnie,bo muszę mieć poświadczenie,że on tego do szuflady nie schowa. Podpisał, przypieczętował. Ale zanim mi wręczył, uśmiechnął się i spytał,czy aby napewno to nie jest taka moda,że chcę być 'modną europejką i sobie na przekór odejdę,bo wiele osób to robi...' , na co ja,że nie,a wzrost liczby apostazji wiąże się z tym,że ludzie się budzą. Na co on lekko obruszony,że absolutnie to nie jest tak,że się budzą,tylko potępiają. Eh. Dla mnie to zwał jak zwał,a i tak wszystko się okaże jak fikniemy. Bo ja osobiście nie jestem ateistką lecz deistką. W każdym razie, oddał mi tę trzecią kopię. Dodał,żeby się dowiadywać o apostazję, więc powiedziałam,że na moim akcie jest napisane,że stawię się po odpis osobiście za 6tygodni. Na 'moje do widzenia', i rodziców 'szczęść boże', ksiądz oczywiście odpowiedział coś tam po religijnemu,bo przecież 'do widzenia' nie powie ;).
Po wyjściu, oczywiście wypytałam rodziców o czym z nimi rozmawiał. Pierwsze pytanie ponoć, jakie padło to to,czy nie wplątałam się w jakąś sektę. Było coś jeszcze o tym,że źle przekazali mi wiarę,skoro jej nie utrzymałam, czy oni są świadomi tego,że zamykam sobie drzwi do kościoła bo powrót jest bardzo ciężki (jak się posmaruje kasą, to nie byłabym taka pewna ;) ), itd,itp. Tata stwierdził tylko,że jestem dorosła,i przecież nie przełoży mnie przez kolano każąc chodzić do kościoła. A matka jeszcze tylko po swojemu wtrąciła,że od początku były sygnały aby mnie nie chrzcić. Nie wiem,czy już tu kiedyś wspomniałam,ale kiedy miałam 5 miesięcy, rodzice chcieli mnie ochrzcić,a ksiądz odmówił. I teraz najciekawsze,bo JEDYNYM powodem było nie wpłacenie datków na kościół! Ha! Ten ksiądz,co dzisiaj u niego byliśmy nie uwierzył i szukał jakiejś adnotacji. Znalazł! I był w lekkim szoku. Znalazł,po 23latach,że państwo *** nie przyjęli obrazu do domu i nie wpłacili datków na kościół. I to ma być powód? Rodzice mają ślub kościelny, starszego brata ochrzcili bez problemu, a że po urodzeniu bardzo chorował, matka nie miała czasu,aby wpuszczać 'elitę' kościoła do domu i modlić się do jakiegoś bzdetnego obrazu. Poza tym ludzie to bakterie,które mogły wtedy zabić mojego brata. Ale nie.... bo to,że nie wpłaciła kasy było najważniejsze i dlatego jeden dupek nie chciał mnie ochrzcić. Matka zrobiła awanturę, trzasnęła drzwiami, więc tamten wybiegł za nią i powiedział,że ochrzci mnie,ale dokładnie 25.12. I tak się skończyło. Ale ja wiem,że to był znak,aby mnie nie chrzcić :D bo jak się okazuje, niepotrzebnie ;). Ale przecież nie mogę mieć o to pretensji. Kiedyś były inne czasy. Gdy ja będę mieć dzieci, napewno zrobię inaczej.
Tak czy siak.... nie wiem,czy komuś się będzie chciało tyle czytać :D. Zgłoszę się 14lipca do kościoła i zobaczę,co w mojej sprawie wiadomo.
A z tym adresem, rodzice również zaprzeczyli,że to nieprawda,że ja tam nie przebywam. Oni owszem, wyprowadzili się, ale ja tu bywam. W sumie nawet nie skłamali,bo faktycznie mieszkam gdzie indziej,ale czasem zaglądam na stare śmiecie,bo po częsci wymaga tego moja praca ;). Dlatego ksiądz nie robił problemu,żeby uznać iż parafia chrztu jest nadal moją parafią zamieszkania. W ogóle muszę przyznać,że trafiłam na naprawdę mądrego księdza. Nie robił wyrzutów, był sympatyczny. Załatwił wszystko,jak należy. Oczywiście, jeszcze dla pewności muszę mieć ten odpis z dokonaną apostazją,ale już teraz już dziś czuję się wolna. Bo tak naprawdę apostazja była mi potrzebna tylko i wyłącznie do tego,aby nie identyfikować się z kościołem, nie być hipokrytką oraz żyć wg.tych zasad jakie sama uznaję,a nie jakie narzuca mi wiara. Przynależność do religii nie jest mi do niczego potrzebna, bo dla mnie najważniejsze jest to,co mam w sercu. I kropka :).
wszystko jest energią
Avatar użytkownika
varszawa
 
Posty: 86
Dołączył(a): 22 marca 2010 , 00:23
Lokalizacja: Warszawa
Gadu-Gadu: 0

Re: varszawa - apostazja trwa :)

Postprzez varszawa » 2 czerwca 2011 , 17:10

Dodam jeszcze swój akt, może komuś się przyda, bo ja w końcu też wzorowałam się na Waszych ;)




Warszawa, data


Imię i nazwisko
Adres
Data urodzenia
Data chrztu


Nazwa parafii

OŚWIADCZENIE WOLI: AKT APOSTAZJI

Ja,…,córka … i …, ur. ………,w Warszawie, w pełni świadoma swej decyzji oraz jej konsekwencji, z własnej, nieprzymuszonej woli poświadczam przez ten dokument, że nie chcę być uważana za członka Kościoła Rzymskokatolickiego.
Pragnę, aby moje prawo do wolności religijnej, wyrażającej się w możliwości wyboru innej lub nie wyznawania żadnej, było uszanowane. Jestem świadoma wszelkich konsekwencji, które będą efektem mojego odejścia z Kościoła. Oświadczam także, że nie zamierzam przynależeć do żadnej innej organizacji religijnej. Składam ten wniosek zgodnie z zasadami przedstawionymi w instrukcji Konferencji Episkopatu Polski z dn.27.09.2008r.-Zasady postępowania w sprawie formalnego odejścia z Kościoła.
Powodem , dla którego opuszczam Kościół jest fakt, że moja filozofia życiowa jest sprzeczna z dogmatami, jakie narzuca Kościół, nie podzielam również światopoglądu Kościoła, ponadto jestem osobą niewierzącą w Boga osobowego, ingerującego bezpośrednio w losy wszechświata, zatem moja dalsza przynależność do Kościoła Rzymskokatolickiego pozostaje w sprzeczności z moim sumieniem. Moja dobrowolna decyzja wiąże się także ze skandalami, jakie bez przerwy wybuchają w środowisku katolickim, których bezpośrednią przyczyną jest zachowanie kleru. Od dawna nie uczestniczę w życiu katolickim – nie biorę udziału w nabożeństwach, procesjach, pielgrzymkach jak i innych formach praktyk religijnych Kościoła. Moja postawa jest przemyślana od lat. W przyszłości nie życzę sobie kontaktów z duchownymi KRK, mającymi na celu (w tym także pośrednio, przez członków mojej rodziny) nakłonienie mnie do powrotu na drogę wyznaniową tegoż KRK. Proszę o uszanowanie mojej decyzji i tym samym usunięcie moich danych z rejestrów i statystyk kościelnych w maksymalnym dopuszczonym prawem stopniu.
Uprzejmie informuję, że zastrzegam sobie prawo, iż po odpis aktu chrztu z odpowiednią adnotacją o dokonanej apostazji, stawię się wyłącznie osobiście w okresie 6tygodni od dnia dzisiejszego, gdyż w ww. instrukcji cyt.pkt.15 ‘Świadectwo chrztu z odpowiednią adnotacją jest jedynym dokumentem potwierdzającym formalny akt wystąpienia z Kościoła.’
Ja, niżej podpisana, wykonuję mój akt apostazji w 3kopiach dla: 1.Parafia…..,2. Kuria Metropolitalna w Warszawie, Miodowa 17/19, 3.moje imię i nazwisko,
w obecności dwóch świadków.

Imię i nazwisko Imię i nazwisko
Adres Adres
………………………………… …………………………………….





………………………………………….. ……………………………………….
przyjmujący: ks. ………………… składająca: imię i nazwisko
wszystko jest energią
Avatar użytkownika
varszawa
 
Posty: 86
Dołączył(a): 22 marca 2010 , 00:23
Lokalizacja: Warszawa
Gadu-Gadu: 0

Re: varszawa - apostazja trwa :)

Postprzez varszawa » 2 czerwca 2011 , 17:13

trochę się zlało na stronie, ale przecież nie forma, tylko treść jest istotna :)
wszystko jest energią
Avatar użytkownika
varszawa
 
Posty: 86
Dołączył(a): 22 marca 2010 , 00:23
Lokalizacja: Warszawa
Gadu-Gadu: 0

Re: varszawa - apostazja trwa :)

Postprzez Kitka » 2 czerwca 2011 , 17:13

Piękny opis. Gratuluję :)
Nie wyrażam zgody na cytowanie moich wypowiedzi w całości lub części na portalach innych niż apostazja.pl, apostazja.info
Avatar użytkownika
Kitka
Strażniczka piekieł
 
Posty: 359
Dołączył(a): 17 marca 2010 , 15:30
Gadu-Gadu: 0

Re: varszawa - apostazja trwa :)

Postprzez Matt Kaboom » 2 czerwca 2011 , 18:31

Dobre i szczegółowe, zrób jeszcze Edycję i sformatuj.

Co do Twojego aktu To podziwiam, że chciało Ci się tak tłumaczyć. No a już zupełnie nie rozumiem, dlaczego piszesz, że wybierasz się do żadnej innej sekty. To Twoja najbardziej prywatna sprawa, nic im do tego.
Avatar użytkownika
Matt Kaboom
 
Posty: 745
Dołączył(a): 10 sierpnia 2010 , 10:34
Gadu-Gadu: 0

Następna strona

Powrót do Doświadczenia apostatów



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość