Mehi, Warszawa, apostazja sfinalizowana

Dział dla apostatów, którzy dokonali apostazji (wymaga rejestracji by czytać)

Postprzez jolek_kielar » 20 sierpnia 2009 , 14:19

Brawo Mehi!

Tylko tak dalej. Cierpliwością ich, cierpliwością, determinacją i grzecznością. :wink:
Avatar użytkownika
jolek_kielar
Strażniczka piekieł
 
Posty: 1398
Dołączył(a): 20 grudnia 2007 , 11:53
Lokalizacja: Antwerpia
Gadu-Gadu: 0

Postprzez Mehi » 20 sierpnia 2009 , 14:32

ja wyznaje zasade ze jak cos ma byc zrobione dobrze to zrob to sam :)
Avatar użytkownika
Mehi
 
Posty: 32
Dołączył(a): 16 maja 2009 , 00:40
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Smok » 20 sierpnia 2009 , 16:25

Sluszna zasada... ;)
A jak uczyl Feliks "Kontrola najwyzsza forma zaufania"
Smok Grzesio – ATHEIST PRIDE
Avatar użytkownika
Smok
Strażnik piekieł
 
Posty: 4243
Dołączył(a): 29 listopada 2007 , 16:16
Lokalizacja: Krakow
Gadu-Gadu: 0

Postprzez Mehi » 21 września 2009 , 12:49

No i jednak szlag mnie trafi. bylam dzis sprawdzic czy pisemko doszlo w parafii chrztu i... nie doszlo :evil: :?
Mlody kleryk poszukal w ksiedze chrztu i wpisu ni ma.A czy doszlo to on pewny nie jest bo jest tu dopiero od miesiaca.W srode mam isc bo bedzie proboszcz... A podobno proboszcz nie bywa w kancelarii...
Wiecie, trace nadzieje...Ale nie popuszcze! Nie bede katoliczka!!
Avatar użytkownika
Mehi
 
Posty: 32
Dołączył(a): 16 maja 2009 , 00:40
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez jolek_kielar » 21 września 2009 , 15:41

O żesz...
Ręce opadają.

Mehi, nie daj się!
Avatar użytkownika
jolek_kielar
Strażniczka piekieł
 
Posty: 1398
Dołączył(a): 20 grudnia 2007 , 11:53
Lokalizacja: Antwerpia
Gadu-Gadu: 0

Postprzez Mehi » 23 września 2009 , 18:18

Bylam w kancelarii :evil: dwa razy! o 10 szukajac probiszcza i co? I proboszcz nie bywa w kancelarii!! A po poludniu miala byc pani sekretarka, ktora moze to przyjmowala to prosze przyjsc.
Po poludniu godzina 16:
Sekretarka: Wie Pani, moze i bylo, ale ja nie wiem bo bylam na urlopie...
Poprostu myslalam ze sie rozrycze!!

Pojechalam o 16.30 do parafii zamieszkania i spotkalam nowego proboszcza. Mily czlowiek, zaklinal sie ze poszuka. wziol nawet moj numer telefonu i do piatku ma zadzwonic... A jak nie znajdzie to chyba zrobie replay bo juz mnie szlag trafia.

Jak bym wierzyla w boga to bym krzyczala "boze,czemu mi to robisz??"

Jeszcze ze dwie wizyty w kancelarii i albo bede musiala zaczac chodzic do pschologa, albo sprawe zaczne zalatwiac w kurii...
Avatar użytkownika
Mehi
 
Posty: 32
Dołączył(a): 16 maja 2009 , 00:40
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Cedrella7 » 3 października 2009 , 00:14

Współczuję. Na Twoim miejscu to i cały dzień bym czekała na proboszcza i snuła się za nim jak smród dopóki na moich własnych oczach nie podbije, podpisze i wrzuci do skrzynki na listy. Z tą instytucją nie ma co się bawić w kotka i myszkę bo za nic mają prawa człowieka i swoje obowiązki, samowolka. Grrrrr...
Jest-że człowiek jeno omyłką Boga? Lub Bóg jeno omyłką człowieka? F. Nietzsche

Nie mogę uwierzyć w boga, który chce być chwalony cały czas. F. Nietzsche

Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga powinni pokazać listy uwierzytelniające. J. Tuwim
Avatar użytkownika
Cedrella7
 
Posty: 102
Dołączył(a): 20 września 2009 , 23:52
Lokalizacja: u boga za piecem

Postprzez Jalu » 3 października 2009 , 01:51

gdzie nie wchodzę w wątek to post smoka Very Happy Dzisiaj chyba wyłącznie twórczość twoją będę czytać :wink:


A ja otwieram lodówkę a tam ... , Smok. :D :D :wink:
Jalu
Użytkownik zbanowany
 
Posty: 203
Dołączył(a): 27 kwietnia 2009 , 01:40

Postprzez Mehi » 3 października 2009 , 10:37

Jalu, jak chesz sie smokowi podlizac to gdzie indziej. :?
Avatar użytkownika
Mehi
 
Posty: 32
Dołączył(a): 16 maja 2009 , 00:40
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Mehi » 7 października 2009 , 16:12

No i w koncu trafilam na pozadnego proboszcza. Jak mowil tak zadzwonil po tygodniu :) Bardzo milo przeprowadzil rozmowe, przepraszajac ze wczesniej nie dzwonil bo nie mial zadnych informacji i na darmo nie chcial dzwonic. No a teraz odnalazl moja apostazje - podobno nie bylo latwo i zadzwoni do mnie za kilka dni jak juz zalatwi moja sprawe. I.... zadzwonil! Wczoraj zadzwonil :) Powiedzial ze wszystko jest juz zalatwione, w ksiedze chrztu jest wpis. I pogratulowal mi na nowej drodze zycia, ze bardzo milo sie ze mna rozmawialo i ze ma nadzieje ze kiedys jeszcze sie spotkamy. I dodal jeszcze ze bedzie sie za mnie modlil :)
No wiec ja cala w skowronkach dzis o 10 polecialam do kancelarii po odpis aktu chrztu z nowa adnotacja :)
Weszlam, ksiadz oczywiscie mnie poznal bo to ten sam od slynnej powiedzianki "Co czoja w sercach Pani rodzice?" i od razu naburmuszyl twarz. Ja pelna entuzjazmu powiedzialam po co przyszlam a on na to:
"Ja nic nie wiem, po poludniu bedzie Pani ksiegowa, moze cos ona bedzie wiedziala..."
No to mnie trzepnelo i zaczelam z grubszej rury: " Ze Pan ksiadz nie wie to sie domyslam i mnie to malo interesuje. Prosze sprawdzic ksiege chrztu"
Goscia ciut przytkalo, zapytal kiedy byl chrzest zeby znalazl. Ja mowie ze podkoniec tego roku lub poczatek nastepnego.
Wzial jakas ksiege, zaczol szukac pod koniec roku a szlo mu to jak krew z nosa. Szuka szuka i nie ma! Na co ja zeby sprawdzil poczatek nastepnego roku a to jest cala strone dalej! Zaczol jechac palcem po liscie nazwsk i co? Ominol mnie:D No to sie wkurzylam i bezczelnie mu pokazalam moje nazwisko.. Wziol ksiege chrztu, poszukal i mowi" No tak, jest adnotacja". Na co ja ze chciala bym odpis aktu chrztu z odpowiednia adnotacja. A on: A po co to Pani? Bo ja nie moge wydac odpisu aktu apostazji.
3 razy mu powtarzalam ze chce akt chrztu a nie apostazji a ten jak jelop ze nie... Ze jak bym w ciagu 3 miesiecy wychodzila za maz to by mi wydal...
Po czym stwierdzil ze jesli z kurii dostanie pismo o wydanie to wyda.
No to ja pytam w jakim terminie po otrzymaniu tego pisma wyda ten odpis a on na to" Jak dostaniemy to rozpatrzymy" No to ja zaczelam wrzec... Mialam juz dosc milosci do bliznieniego i mowie "jestescie instytucja, nie ma ze sie rozpatrzy, jakie macie terminy? 3 dni, tydzien? W kurii bede i porozmawiam w ksiedza sprawie!" na co kleryk chyba stopnial i powiedzial ze jak dostanie to wypisze od reki.
Nastepnie stwierdzilam ze jak mam o nim rozmawiac w kurii to musze wiedziec jak sie nazywa. Wiec pytam, a on "ksiadz Marek", ja na niego patrze spodelba i mowie "A dalej?" no i wycisnelam nazwisko.
Wiec teraz mysle czy bic sie z nim czy od razu leciec do kurii :)

Ale najwazniejsze jest:

Wpis o apostazji w ksiedze chrztu jest!! :twisted: :twisted: :twisted:
Avatar użytkownika
Mehi
 
Posty: 32
Dołączył(a): 16 maja 2009 , 00:40
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Mehi » 7 października 2009 , 16:30

A ktory to jest podpunkt? Bo znalazlam tylko ze akt chrztu a to nie to samo co odpis... chyba
Avatar użytkownika
Mehi
 
Posty: 32
Dołączył(a): 16 maja 2009 , 00:40
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Żółw » 7 października 2009 , 17:59

Biskupia instrukcja:
15. Świadectwo chrztu z odpowiednią adnotacją jest jedynym dokumentem potwierdzającym formalny akt wystąpienia z Kościoła.

Odpis to (chyba) to samo co świadectwo. Ja w każdym razie miałem dwa odpisy i oba nazywały się właśnie „Świadectwo chrztu”.

A co do trudności. Księga Ochrzczonych nie jest dokumentem tajnym. Nie ma więc żadnego powodu, dla którego kancelaria miałaby nie wydać stosownego odpisu. Teoretycznie nie trzeba się nawet tłumaczyć do czego jest on nam potrzebny. Ja np. stwierziłem, że potrzebuję go do rodzinnego archiwum — i dostałem (ale trafiłem na bardzo sympatycznego księdza, co działało na moją korzyść). Powiedziałem m.in., że może kiedyś wprowadzą podatek kościelny i chciałbym mieć jakiś dowód, że już nie jestem członkiem Kościoła „bo sam ksiądz wie jak to jest z tymi urzędami skarbowymi, pogubią papiery, a potem będzie na mnie. Wolałbym mieć potwierdzenie swojego statusu u siebie”. Ale gdybym nie dostał, to bym się przy tym zwyczajnie upierał. I Tobie radzę to samo. Nie będą chcieli wydać odpisu? To proś o pisemną odmowę jego wydania. Nie bądą chcieli dać? To pytaj czy to są treści tajne? Itd. Itp. To się nie może nie udać.
Rozsądek polega na tym, by widzieć rzeczy jakimi są
Avatar użytkownika
Żółw
 
Posty: 974
Dołączył(a): 4 lutego 2009 , 21:10
Lokalizacja: Laurazja, wczesny trias
Gadu-Gadu: 0

Postprzez Mehi » 7 października 2009 , 18:03

Dzieki, a na ksiedze mam zamair napisac skarge do kurii za utrudnianie procedury. A dla nowego mojego proboszcza pochwale do kurii za dobre podejscie :)
I oba pisma z potwierdzeniem odbioru :)
Avatar użytkownika
Mehi
 
Posty: 32
Dołączył(a): 16 maja 2009 , 00:40
Lokalizacja: Warszawa

Re: Mehi, Warszawa, apostazja sfinalizowana

Postprzez Mehi » 27 grudnia 2012 , 22:26

Pamiętacie mnie? :) Jeszcze zyje :)
Jako ze ostatnio temat apostazji sie pleni i temat coraz zywszy i bywam swiadkiem w Warszawie to po 3 latach od ostatniego wpisu postanowilam odgrzebac swoj watek i poczytac.
Ach, jakie to byly emocje, jakie przezycia. Fajnie tak po latach, az sie lezka kreci :)
Co moge powiedziec po tych 3 latach?
Kompletne niezrozumienie społeczeństwa jest normą. Ludzie autentycznie nie wiedzą że katolicyzm nie jest chorobą śmiertelną i można się tego pozbyć. Znajomi, przyjaciele gdy dowiadują się że ja katoliczką JUŻ nie jestem są różnie nastawieni.
Koronny argument to są dzieci oraz co będzie jak Ci się odmieni...
A ja? A ja jestem dużo szczęśliwsza i autentycznie kazdego dnia mogę stanąć na środku ronda i drzeć się w niebogłosy, że jestem ateistką i jestem wolna. To jest właśnie takie uczucie. Wolność. I nie interesuje mnie kto co o tym mysli. Ba, jest tez duma, że miało się odwagę, że w tym trudnym okresie się to przebrneło (tak, jak świadkuje i czytam historie innych to jednak moja przeprawa była męczarnią).
Co do reakcji otoczenia to wbrew pozorom zaskoczyły mnie najbardziej osoby, po których spodziewałam sie akceptacji. Na przykład moje bliskie koleżanki. Totalne niezrozumienie i wrecz pogarda. Przykre. Ale po takim czasie bycia wolnym autentycznie człowiekowi nie zalezy co mowia inni. Mogą sobie nawet gardło poderżnąc jeśli im nie pasuje moja osoba. Mi to wisi :) Cudowne uczucie :)
Niestety wielu również nie rozumie ze święta mogą dla mnie nie istnieć.

A pamiętacie księdza od "co czują Pani rodzice w sercach"? Okazało się ze jest to ukochany ksiądz mojej babci, który chodził swego czasu do niej na cherbatki. Lol :) Niestety niewiele juz mialam okazji się z nim spotkac.

Tak wogóle to nawet świadkowałam ostatnio w mojej parafii chrztu i z czysta przyjemnoscia po calej procedurze zostałam w kancelarii i poprosiłam o pokazanie mi mojej strony w ksiedze chrztu :) Ach, a tam wpięty spinaczem akt apostazjii i wpis :) Normalnie napajałam sie chwila w ktorej patrzyłam na ten wpis i gladzilam ręką strone :)

W skrócie i podsumowujac :) Polecam, polecam i jeszcze raz polecam :)
Ale szczerze ze drugi raz juz nie dala bym rady tego przejsc. To bylo ciezkie psychicznie ale warte swej ceny :)
Avatar użytkownika
Mehi
 
Posty: 32
Dołączył(a): 16 maja 2009 , 00:40
Lokalizacja: Warszawa

Poprzednia strona

Powrót do Doświadczenia apostatów



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron