Minni, koniec

Dział dla apostatów, którzy dokonali apostazji (wymaga rejestracji by czytać)

Minni, koniec

Postprzez minni » 19 lipca 2012 , 12:10

Witam wszystkich Forumowiczów :-)

Od wczoraj świętuję wolność :) Przyznam, że gdyby nie przeczytanie pół forum od deski do deski, na pewno nie poszłoby tak gładko i szybko. Nie znalazłam jednak jednej informacji, przez którą musiałam do parafii wybrać się aż 2 razy :P Z drugiej strony to swego rodzaju oczywistość, ale jednak warto o niej wspomnieć.

Z aktem chrztu poszłam do parafii miejsca zamieszkania gdzie...nie mogłam znaleźć księdza. Nie sprawdziłam, w jakich godzinach otwarta jest kancelaria parafialna, a nie sądziłam, że to godzina rano i później godzina po południu - dlatego, zanim ktokolwiek wybierze się z papierami do kościoła, warto aby to sprawdził :) Podczas tej pierwszej wizyty dowiedziałam się tylko, że proboszcz jest chory i leży w łóżku na antybiotykach a ksiądz dyżurny gdzieś jest. Tyle, że go nie znalazłam. Nic to, ułożyłam plan na następny dzień, sprawdziłam, czy ksiądz dyżurny, zastępujący w czasie choroby proboszcza może wystawić mi papier (nie znalazłam tej informacji, ale pomyślałam analogicznie, że gdyby był jakiś pogrzeb, chrzest, prymicja albo coś innego to raczej by tego nie odwołali ze względu na chorobę proboszcza) i jeszcze raz poprosiłam świadków.

Następnego dnia ksiądz dyżurny od razu mnie przyjął (świadków celowo zostawiłam na zewnątrz). Zaczął od zdziwienia, tak jakby nie wiedział w ogóle co to apostazja. Ale że był miłym starszym panem, doszłam do wniosku, że na spokojnie można mu wytłumaczyć - bo i po co się od początku wykłócać, a nuż starszy człowiek naprawdę nigdy nie uczestniczył w apostazji.
Najpierw porozmawiał o duszy, zwierzętach, wyjątkowości człowieka i po jakichś 5 minutach rozmowy, kiedy zobaczyłam, że rozmowa mogłaby trwać jeszcze i z pół godziny powiedziałam, że szanuję jego poglądy, ale już się zastanowiłam i mam przy sobie dokumenty - wyjęłam przy okazji akt rezygnacji (który wnikliwie przeczytał), po jakimś czasie położyłam także drugi egzemplarz (musiałam wyjaśnić, co do kurii, co w parafii zostaje), położyłam także odpis chrztu.

Nagle zaczął mówić, że musi porozmawiać z proboszczem, że to nie jego decyzja. Na co mu odpowiedziałam, że on teraz go zastępuje, bo proboszcz chory, poza tym kwitek może mi wypisać on i on zresztą może wysłać dokumenty, no, chyba że proboszcz szybko wyzdrowieje.
Mówił, że nie, żebym przyszła w poniedziałek - ogólnie starał się odwlec. Na szczęście w poniedziałek wyjeżdżam, więc powiedziałam, że mnie nie będzie, że nie chcę chodzić po kilkanaście razy w tej sprawie i że jeśli mi dokumentu nie podpisze, pójdę do kurii i tam załatwię sprawę od ręki, bo nie mam czasu.

Popatrzył, powiedział, że on nigdy nie uczestniczył w apostazji, a ma już 67 lat i nie wie nawet o robić - no to ja mu 2 stronę instrukcji KEP przed oczy, on poczytał, powiedział, żebym poczekała kilka dni, na to ja, że nie rozumiem jego postawy i żeby mi wyjaśnił, po o mam tyle czekać i czego on chce się dowiedzieć, skoro wszystko już wie, a świadkowie czekają na zewnątrz.

Wtedy wziął odpis chrztu, poprosił, żebym zawołała świadków, wypisał papier, sprawdził dowody i na koniec - unosząc pieczęć parafii w dłoni powiedział, że od tej pory jestem potępiona na zawsze. Podczas zwrotu "na zawsze" przybił pieczęć patrząc mi w oczy - chyba po to, żeby zachować dramatyzm sytuacji.

W każdym razie człowiek był miły a odwlekał chyba dlatego, że po prostu chciał uchronić mnie od wiecznego potępienia.

Dlatego też na wszelki wypadek za 2 tygodnie zapytam w kurii, czy papiery doszły, bo kto wie, czy mnie jeszcze na wszelki wypadek nie zechce w kościele przetrzymać - "dla mojego dobra" ;-)

Ogólnie świadkowie dziwili się, że załatwiłam to tak szybko.
Podejrzewam, że zadziało moje nastawienie - szłam tam z przekonaniem, że jeśli tego od ręki nie załatwię i będą jakiekolwiek problemy, to następnego dnia pójdę do kurii i tam zostawię papiery, żeby oni dalej załatwiali całą sprawę apostazji.

Wybaczcie za tak szczegółowy opis, ale jeszcze nie miałam okazji nikomu tego opowiedzieć od początku do końca :)
Pozdrawiam
Ostatnio edytowano 22 kwietnia 2013 , 19:55 przez minni, łącznie edytowano 3 razy
minni
 
Posty: 11
Dołączył(a): 14 lipca 2012 , 20:19
Gadu-Gadu: 0

Re: Minni, zakończone

Postprzez proch » 19 lipca 2012 , 12:19

minni napisał(a):Wtedy wziął odpis chrztu, poprosił, żebym zawołała świadków, wypisał papier, sprawdził dowody i na koniec - unosząc pieczęć parafii w dłoni powiedział, że od tej pory jestem potępiona na zawsze. Podczas zwrotu "na zawsze" przybił pieczęć patrząc mi w oczy - chyba po to, żeby zachować dramatyzm sytuacji.

Ha! Ha! Witaj w klubie :)

Afrotos, tutaj masz bardzo popularnego na tym forum kawała (możesz księdzu podrzucić):
Ateista po śmierci trafił do piekła. Puka do bram, otwiera diabeł w gajerze od Armaniego, woń Hugo Bossa...
- Dzień dobry, zapraszam pana, oprowadzę po naszym piekle. Tutaj są sypialnie, tu natryski, sauna, solarium, jacuzzi, można korzystać do woli.
Ateista zdziwiony, nie wie, o co chodzi. Wchodzą do następnego pomieszczenia. Długi stół, najlepsze alkohole, fura żarcia, chętne dziwki się kręcą, ludzie balują... ateista czuje, że musi być jakiś hak.
Następne pomieszczenie - biblioteka ze wszystkimi książkami, jakie na świecie wydano, diabły pilnują ciszy, ludzie w skupieniu czytają. Ateista nie wie, o co chodzi.
Kolejny lokal - kotły, ludzie w smole się prażą, nieludzkie wycie, diabły widłami popychają tych, którzy chcą uciec. Ateista nie wytrzymał:
- Panie Diable, ale o co chodzi, tu impreza, tu czytelnia, a tu kotły, smoła...
- A nie, na tych niech pan nie zwraca uwagi, to katolicy, jak wymyślili, tak mają.
I'm normally not a praying man, but if you're up there, please save me Superman
Avatar użytkownika
proch
apostazja.info
 
Posty: 278
Dołączył(a): 15 listopada 2007 , 19:29

Re: Minni, zakończone

Postprzez Radek_88 » 22 lipca 2012 , 21:57

Witaj u nas :wink: !!!
Bardzo się cieszę, że wszystko sprawnie poszło.
Mam nadzieję, że nie będiesz musiała długo czekać
na odpis.
Radek_88
 

Re: Minni, zakończone

Postprzez varszawa » 26 lipca 2012 , 18:28

witaj wśród NASZYCH :D
wszystko jest energią
Avatar użytkownika
varszawa
 
Posty: 86
Dołączył(a): 22 marca 2010 , 00:23
Lokalizacja: Warszawa
Gadu-Gadu: 0

Re: Minni, zakończone

Postprzez Wiedźmin » 27 lipca 2012 , 00:41

Cóż, wypada pogratulować :mrgreen:
Na pohybel skurwysynom
A. Sapkowski



Z czarnymi trzeba zrobić porządek. Najlepiej
terrae napisał(a):jak w Chinach, wyłapać i do pracy na polu.
Avatar użytkownika
Wiedźmin
 
Posty: 615
Dołączył(a): 11 września 2011 , 20:25
Lokalizacja: Białogard, Szczecin
Gadu-Gadu: 642305

Re: Minni, zakończone

Postprzez Żółw » 2 sierpnia 2012 , 14:05

minni napisał(a):porozmawiał o duszy, zwierzętach, wyjątkowości człowieka

Zwierzętach? A to ciekawe.

minni napisał(a):unosząc pieczęć parafii w dłoni powiedział, że od tej pory jestem potępiona na zawsze

Przerażająca scena! Aż mi ciarki przeszły po grzbiecie. Gratuluję odwagi.

minni napisał(a):na wszelki wypadek za 2 tygodnie zapytam w kurii, czy papiery doszły, bo kto wie, czy mnie jeszcze na wszelki wypadek nie zechce w kościele przetrzymać - "dla mojego dobra"

W kościele Cię nie przetrzyma, co najwyżej w Kościele ;-)

Ale nie zdziwiłbym się, gdyby sprawa utknęła. Bo wypis należy załatwiać u proboszcza. To nie jest zwykły ślub lub pogrzeb, to jest najpotworniejszy grzech (ich zdaniem). I tylko proboszcz ma moc stawić mu czoła. Według mnie ryzykujesz robiąc to na szybko i u innego księdza, ale oby Ci się udało.

proch napisał(a):tutaj masz bardzo popularnego na tym forum kawała (…) Ateista po śmierci trafił do piekła (…) Tutaj są sypialnie, tu natryski, sauna, solarium, jacuzzi

Próżne nadzieje. Bóg karze tak, żeby bolało. Ateiści idą po śmierci do nieba. Gdzie tkwią po wieki wieków w Jezusie Chrystusie. Zero Internetu, zero grzesznych myśli, tylko chóry anielskie, modlitwy prawomyślnych dusz i kazania ojca Rydzyka. A dla młodszych lekcje religii. I nawet umrzeć z nudów nie można, bo już jest się martwym. Niebieskie Guantanamo. Oto nasz los.
Rozsądek polega na tym, by widzieć rzeczy jakimi są
Avatar użytkownika
Żółw
 
Posty: 974
Dołączył(a): 4 lutego 2009 , 21:10
Lokalizacja: Laurazja, wczesny trias
Gadu-Gadu: 0

Re: Minni, zakończone

Postprzez minni » 2 sierpnia 2012 , 19:13

Dzięki za gratulacje i tyle pozytywnej energii :)

A co do kwestii proboszcza
Żółw napisał(a):Ale nie zdziwiłbym się, gdyby sprawa utknęła. Bo wypis należy załatwiać u proboszcza. To nie jest zwykły ślub lub pogrzeb, to jest najpotworniejszy grzech (ich zdaniem). I tylko proboszcz ma moc stawić mu czoła. Według mnie ryzykujesz robiąc to na szybko i u innego księdza, ale oby Ci się udało.



tutaj, jak i w każdej sprawie trzeba zachować rozsądek. Ksiądz dyżurny pełniący funkcję proboszcza gdy ten jest chory i nie może wypełniać obowiązków jest tak samo ważny jak i sam proboszcz. Tutaj nierealna wizja: gdyby proboszcz umarł we śnie, jego sprawami zająłby się właśnie ksiądz dyżurny zanim nie wybiorą/znajdą nowego proboszcza.


A poza tym, Żółwiu, więcej optymizmu :) Słowo potępiony jest wg. mnie nie na miejscu w przypadku, gdy ktoś nie wierzy w potępienie/piekło/życie wieczne/boga/bogów (niepotrzebne skreślić).

Z kurii na razie pismo żadne nie przyszło, ale na razie mi na tym nie zależy. Zależało mi na wyrażeniu mojego zdania i nadaniu mu kształtu pod postacią adnotacji, którą mam na odpisie aktu chrztu. W chwili obecnej jestem w związku z tym w zupełności zaspokojona. Jeśli w przyszłości poczuję, że warto mieć dodatkowe papiery (papiery, papiery i jeszcze raz papiery, nie lubię ich), zgłoszę się osobiście do kurii(co problemem nie jest, bo znajduje się może z 20min. rowerem od mojego domu) albo napiszę/zajadę do parafii chrztu. Dla chcącego nic trudnego ;-) Nie jest to dla mnie sprawa życia i śmierci - i to dosłownie ;-) - bo nawet w przypadku zgonu, moja notatka na akcie chrztu poświadczona przez księdza i rezygnacja podpisana przez dwóch świadków gwarantuje mi normalny pogrzeb bez krzyża na kopcu ziemi.

Dla mnie to temat zamknięty :) Potrzebowałam, zrobiłam, zapomniałam.
minni
 
Posty: 11
Dołączył(a): 14 lipca 2012 , 20:19
Gadu-Gadu: 0

Re: Minni, zakończone

Postprzez Wiedźmin » 4 sierpnia 2012 , 02:56

Potrzebowałaś, zrobiłaś, ale do póki nie otrzymasz formalnego aktu apostazji, czyli odpisu od chrztu z adnotacją - nie zapominaj. Ten papierek warto zobaczyć, a później możesz go nawet spalić (choć o ile ładniej wyglądałby na ścianie, oprawiony w ramki?).
Na pohybel skurwysynom
A. Sapkowski



Z czarnymi trzeba zrobić porządek. Najlepiej
terrae napisał(a):jak w Chinach, wyłapać i do pracy na polu.
Avatar użytkownika
Wiedźmin
 
Posty: 615
Dołączył(a): 11 września 2011 , 20:25
Lokalizacja: Białogard, Szczecin
Gadu-Gadu: 642305

Re: Minni, zakończone

Postprzez minni » 4 sierpnia 2012 , 14:15

Wiedźmin napisał(a):Potrzebowałaś, zrobiłaś, ale do póki nie otrzymasz formalnego aktu apostazji, czyli odpisu od chrztu z adnotacją - nie zapominaj. Ten papierek warto zobaczyć, a później możesz go nawet spalić (choć o ile ładniej wyglądałby na ścianie, oprawiony w ramki?).



Chyba na ścianie nad sedesem ;-) Wtedy każdy zobaczy :D
Możliwe, że masz rację. I tak czekam na pismo z kurii - a na to, z tego co czytałam tutaj, można trochę poczekać: wolę aby to czekanie było pełne spokoju a nie wyczekiwania, stąd stawiam na luźne podejście do sprawy. Papierek niby warto mieć, ale nie wiem, nie zależy mi na nim. Wiem, żę z prawnego punktu widzenia, jego brak może być równoznaczny z pozostaniem w aktach kk. Po prostu nie mam takiego parcia na zrobienie tego. Nie wiem, księża mnie nie przerażają, instytucję kk olewam od kiedy nie chodzę do kościoła, czyli już spory kawałek czasu. Dla mnie to wszystko, co dzieje się z kk i w kk jest trochę nierealne i nierzeczywiste - bo ja w tej rzeczywistości nie żyję. Dlatego trudno mi sobie, w tym momencie, wyobrazić sobie, że ktoś mnie pochowa w jakimkolwiek obrządku bez uszanowania mojej woli. Poza tym, nawet jeśli, będę martwa i w czterech literach to będę miała, czy gniję gdzieś pod płotem, czy nie. Jedyny powód, dla którego zdecydowałam się na apostację, było żtycie w zgodzie ze sobą, sama świadomość tego, że występuję z kk, że potrafię postawić się swoim własnym obawom i potworom z szafy. Dlatego uważam, że zakończyłam najważniejszy etap dotyczący mojej apostazji.
Na papierze tak naprawdę zależałoby mi, gdyby - wzorem Niemiec - Polska wprowadziła obowiązkowe podatki na kk dla zapisanych w tej instytucji. Teraz, skoro i tak musimy wszyscy płacić, bez względu na wyznanie i przekonania, cieszę się po prostu, że - w mojej opin ii - sprawa jest zamknięta.
minni
 
Posty: 11
Dołączył(a): 14 lipca 2012 , 20:19
Gadu-Gadu: 0

Re: Minni, zakończone

Postprzez Żółw » 4 sierpnia 2012 , 16:33

minni napisał(a):tutaj, jak i w każdej sprawie trzeba zachować rozsądek

TUTAJ masz rację. Ale TAM jest Kościół. A nawet gorzej — kościelne przepisy. A w świecie przepisów rozsądek nie działa. Jeśli mówią one, że proboszcz musi przeprowadzić z duchowym samobójcą rozmowę i dać mu czas do namysłu, a nie przeprowadził i nie dał, to sprawa może utknąć. Nie musi i oby nie utknęła, ale może. Ja też wypisałem się w sposób niestandardowy, bo trafił się uroczy proboszcz, niemniej to jest pewne ryzyko.

A co do samego rozsądku, to zacytuję Ci panią z „mojej” kancelarii parafialnej. Uwielbiam tę wypowiedź: — Pan traktuje Kościół jak zwykłą organizację, a tu panuje rzeczywistość duchowa.

To jest strzał w dziesiątkę. To nie jest normalna organizacja, bo panuje w niej rzeczywistość duchowa. A jak wiemy, tejże rozum nie jest w stanie ogarnąć. Rozsądek traci moc.

minni napisał(a):Tutaj nierealna wizja: gdyby proboszcz umarł we śnie, jego sprawami zająłby się właśnie ksiądz dyżurny zanim nie wybiorą/znajdą nowego proboszcza

Zająłby się sprawami niecierpiącymi zwłoki. A inne zapewne odłożył na kilka dni. Przypuszczam, że grzecznie poprosiłby apostatę, żeby z uwagi na wyjątkową sytuację przyszedł później.

Ale ja życzę Ci przecież jak najlepiej! To tylko takie uwagi na marginesie.

minni napisał(a):Żółwiu, więcej optymizmu :) Słowo potępiony jest wg. mnie nie na miejscu w przypadku, gdy ktoś nie wierzy w potępienie/piekło/życie wieczne/boga/bogów (niepotrzebne skreślić).

Och, każdy ksiądz Ci powie, że Bóg istnieje niezależnie od tego, czy w niego wierzysz, czy nie :-) Tak samo jest z potępieniem. Jesteś potępiona i już. A skoro to Ci nie przeszkadza, to tym gorzej dla Ciebie (i dla mnie, bo mi też nie przeszkadza).

Co ciekawe, proboszczowie znacząco różnią się w tej kwestii. Pani, której świadkowałem, usłyszała: „Bóg panią kocha nawet gdy pani się od niego odwraca”.

Pozostaje dylemat, czy lepiej być potępionym czy kochanym na siłę.

A co do optymizmu. Fakt, że snuję takie rozważania świadczy chyba, że nie runąłem jeszcze w otchłań depresji ;-)

minni napisał(a):moja notatka na akcie chrztu poświadczona przez księdza i rezygnacja podpisana przez dwóch świadków gwarantuje mi normalny pogrzeb bez krzyża na kopcu ziemi.

Nic Ci nie gwarantuje. Gdy umrzesz (odpukać!), nowina dotrze do Twojej parafii chrztu, gdzie leży Twoja księga ochrzczonych, a w niej Twój rekord z zapisem całej Twojej kościelnej kariery. I jeśli nie będzie tam wpisu „aktem formalnym wystąpiła z Kościoła katolickiego” to znaczy, że zmarła była katoliczką i pogrzeb z krzyżem na kopcu może (a wręcz musi) być. Dziś ta droga może być krótsza, bo bazy są skomputeryzowane, ale ogólnie tak to wygląda. Nikt nie będzie robił Ci w domu rewizji i sprawdzał czy staruszka na jakimś swoim papierze miała jakiś podpis jakiegoś księdza sprzed kilkudziesięciu lat.

A wpisu w księdze może nie być, bo kiedy proboszcz ozdrowieje i wróci i zobaczy, jak narozrabiał mu ksiądz niższej rangi, to go ochrzani, papier wrzuci do szuflady i na tym rzecz się skończy. Po prostu, droga formalna nie została spełniona, a apostazja to sprawa tak potwornie, wściekle i dramatycznie poważna, że nie można zrobić „tego” wiernemu bez całkowitej pewności. To oczywiście najgorszy wariant i pewnie się nie spełni, ale uświadamiam, jak oni potrafią myśleć.

I dlatego ważne jest, żeby sprawdzić, czy w księdze ochrzczonych pojawił się ww. wpis. Kontrola w kurii jest mniej istotna, bo oni są w tej sprawie tylko pośrednikami, a nie celem.

Pamiętaj: tam panuje rzeczywistość duchowa! :-)

Powodzenia i oby moje krakanie nie spełniło się.
Rozsądek polega na tym, by widzieć rzeczy jakimi są
Avatar użytkownika
Żółw
 
Posty: 974
Dołączył(a): 4 lutego 2009 , 21:10
Lokalizacja: Laurazja, wczesny trias
Gadu-Gadu: 0

Re: Minni, zakończone

Postprzez minni » 20 sierpnia 2012 , 11:24

Krótka aktualizacja :-)

Przed chwilą dzwoniłam do kurii - papiery są już na miejscu (czyli proboszcz widocznie nie miał obiekcji, aby przesłać je, mimo że leżał chory, gdy działo się to całe moje bezeceństwo), tyle, że na urlopie jest kanclerz ( nie wiem czy dobrze zapamiętałam stanowisko tego pana), który odpowiedzialny jest za przesłanie papier·ów do parafii chrztu i przesłania odpowiedzi do mnie. Bardzo sympatyczna kobieta powiedziała, że mogę się spodziewać listu we wrześniu.

Czyli jeszcze w teorii faktycznie jestem w kk. Ale największe obawy, dotyczące kwestii ksiądz dyżurny a ksiądz proboszcz w tym przypadku zostały rozwiane.

Pozdrawiam :)
minni
 
Posty: 11
Dołączył(a): 14 lipca 2012 , 20:19
Gadu-Gadu: 0

Re: Minni, zakończone

Postprzez minni » 13 marca 2013 , 15:04

Aktualizacja:
po ponad pół roku, w trakcie którego nie dostałam żadnego pisma potwierdzającego (lub nie) dotarcie dokumentów, postanowiłam złożyć skargę.

W kurii nigdy nie mogłam zastać kanclerza, a gdy już raz go złapałam - prosił o oddzwonienie. Kiedy oddzwoniłam, już go nie było....

Z papierologicznych rzeczy - odeśle teraz moją dokumentację do parafii chrztu i za dwa tygodnie mogę się do parafii chrztu zgłosić po odpis chrztu z adnotacją. Kuria ani parafia nie prześlą mi żadnego potwierdzenia, że już wszystko załatwione. Jedynym ludzkim odruchem kanclerza była informacja, że tamtejszemu proboszczowi nie spodoba się cel mojej wizyty, więc uprzedził, żebym się nastawiła psychicznie.

Z tego wszystkiego aż zapomniałam zapytać, czemu moje papiery leżały w kurii pół roku a teraz nagle dostały przyspieszenia i w dwa tygodnie zostanie wszystko załatwione.

Za 2 tygodnie, jak się uda, pojadę zerknąć w księgę ochrzczonych i wezmę ostateczny już - i wiążący papier. Liczę, że na tym się skończy.
minni
 
Posty: 11
Dołączył(a): 14 lipca 2012 , 20:19
Gadu-Gadu: 0

Re: Minni, mur na finiszu (no, murek)

Postprzez minni » 16 kwietnia 2013 , 10:26

Kolejna aktualizacja:
Byłam dziś w parafii chrztu. Proboszcz na sam dźwięk mojego nazwiska (wysłałam mu list dotyczący odpowiedniego wpisu) powiedział, że nie dostał dokumentów, że nic nie wpisze i w ogóle po co mi to? Minutę później zamknął się w swoim pokoju i nie wychodził ani nie reagował na moje "Halo?"
Zostawiłam mu instrukcję KEP z krótką informacją, że nie zostawię tej sprawy i jeszcze dziś zadzwonię do kurii.

No i właśnie zadzwoniłam i rozmawiałam z kanclerzem. Powiedział, że przez Wielkanoc nie mógł wysłać dokumentów ale postara się w ciągu tygodnia przesłać - o ile będzie miał czas. Żebym uzbroiła się w cierpliwość. Rzucił też, że coś nie chcę zrezygnować z kościoła, skoro tyle jeżdżę do niego (na co mu odparłam że to niestety kościół nie chce zrezygnować ze mnie i to bynajmniej nie z troski).

Wymogłam na nim wysłanie potwierdzenia przesłanych dokumentów.

Na pytanie, co zrobić z proboszczem - bo chcę zobaczyć wpis w księgach, powiedział, że nie może na nim zbyt wiele wymóc, ale jeśli zależy mi na wpisie, mogę pojechać do archiwum (podał adres) i sprawdzić w duplikacie ksiąg ten wpis. I tyle. Chyba uczciwie wyszło? Jak sądzicie...?

Jak sobie pomyślę, że to już ponad pół roku tułania się i dobijania do księży, to aż mi się dziwnie robi... żeby człowiekowi zabrać wszystko, od dziecka wmawiać mu, w co ma wierzyć, a potem używać tego jako argumentu, że nie może porzucać wiary :/

Dlatego zmieniłam ciut temat - bo z jednej strony jestem apostatką, czuję się apostatką i nazywam się apostatką, a z drugiej strony ciśnienie na ten "dokument ostateczny", jak go nazywam, czyli wpis do księgi, rośnie z każdym dniem. Chciałabym mieć to za sobą. Zapięte na ostatni guzik (kiedyś byłam straszną pedantką, widocznie zostało mi to do dziś).

Pozdrawiam.
minni
 
Posty: 11
Dołączył(a): 14 lipca 2012 , 20:19
Gadu-Gadu: 0

Re: Minni, koniec

Postprzez minni » 22 kwietnia 2013 , 20:01

Dziś dostałam list z kurii - kopia tego, co zostało także przesłane do archiwum i mojej parafii chrztu - informacja o notatce, jaką należy wpisać w księdze niezwłocznie po otrzymaniu instrukcji.

Chyba już mi starczy tych dokumentów. W wolnej chwili wpadnę do archiwum sprawdzić obecność notatki, bo już mi się nic nie chce. Do parafii chrztu może zajadę... a może nie będzie mi to potrzebne - zobaczymy. Wywalczyłam, co miałam wywalczyć i chyba to jest najważniejsze. Czasami zastanawiam się, ile błędów popełniłam po drodze, czy dałoby się to szybciej wykonać... ale z drugiej strony na początku nie zależało mi na formalnościach, potem, w trakcie ich załatwiania, też nie były priorytetem. Dopiero ostatnio zaczęłam nabierać tempa (tak jak i cała sprawa)

Cieszę się, że dałam znać do kurii - gdybym zadowoliła się jedynie notą na odpisie w parafii zamieszkania, do dziś pewnie nie miałabym wpisu w księdze parafialnej. Szkoda tylko, że aż tyle trzeba załatwiać - niby to hartuje człowieka i uczy go rozmawiać z oponentami bez zbędnych kłótni i emocji, ale przyznam szczerze, że wolę żyć w wygodniejszej wersji rzeczywistości - bez miliona telefonów, kilku listów za potwierdzeniem odbioru i jeżdżeniem po nie wiadomo jakich częściach województwa.
minni
 
Posty: 11
Dołączył(a): 14 lipca 2012 , 20:19
Gadu-Gadu: 0

Re: Minni, koniec

Postprzez Wolf » 24 kwietnia 2013 , 19:29

Gratki :)
"Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków: miłość, gniew, odwagę, strach... Przeżyją tylko te, które nakarmisz"

07.03.2009 - tak jakby urodzony na nowo.
Avatar użytkownika
Wolf
 
Posty: 710
Dołączył(a): 8 lutego 2009 , 22:36
Lokalizacja: okolice Warszawy
Gadu-Gadu: 3183659


Powrót do Doświadczenia apostatów



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron