Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Dział dla apostatów, którzy dokonali apostazji (wymaga rejestracji by czytać)

Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez edgarski » 14 marca 2012 , 07:01

Od wczoraj jestem świeżo upieczonym apostatą!

Będąc wczoraj u rodziców w Stargardzie zadzwoniłem spontanicznie do kancelarii mojej parafii, gdzie zostałem 39 lat temu ochrzczony, żeby machinę apostazji wreszcie wprawić w ruch.
Trafiłem na cwanego księdza w średnim wieku, który mój zamiar odejścia od kościoła próbował bagatelizować i sprowadzić go do jakiejś fanaberii, internetowej mody. Starał się uświadomić mi, że to moje odejście nie poruszy fundamentami odwiecznego kościoła, do którego należy dwa miliardy ludzi na całym świecie. Zwodził mnie, że skoro mieszkam w Berlinie powinienem załatwić to tam. Owszem, gdybym chciał wymigać się od podatku kościelnego musiałbym udać się do "mojej" berlińskiej parafii po wypisanie, ale już podczas regulacji mojego pobytu 15 lat temu w rubryce wyznanie postawiłem kreskę. Klechta najwyraźniej starał się mnie pozbyć, żebym mu przypadkiem nie popsuł statystyk. W końcu stwierdził, że niby szanuje moją decyzję, ale żeby zaraz się formalnie wypisywać, składać jakieś świstki, bawić się w biurokrację? Nie dałem się jednak onieśmielić i powiedziałem, że za chwilę będę u niego osobiście.

W kancelarii poczekałem chwilkę aż ksiądz wyznaczy jakiemuś nieszczęśnikowi datę ślubu a innemu wystawi odpis metryki chrztu - wszystko przy otwartych drzwiach do poczekalni. Po chwili zaprosił mnie i jeszcze raz spytał dlaczego chcę odejść od kościoła. Rozmowa była kulturalna i mojej strony bardzo szczera. Tak szczera, że w jej trakcie wstał i zamknął drzwi...

Opowiedziałem mu o pewnym księdzu, który podczas jednej spowiedzi, jak miałem ze 13 lat, onanizował się w konfesjonale wypytując mnie o szczegóły moich fantazji podczas gdy ja się "samogwałcę". Nie widziałem przez kratki bezpośrednio jego członka (sutanna), tylko jego czerwoną, spoconą, sapiącą twarz. Dopiero po latach zrozumiałem całą tę sytuację - wtedy byłem tylko przerażony, winny grzechu jaki sam popełniam masturbując się. Ksiądz jest przecież wysłańcem Boga i ma zawsze rację. Pamiętam, że było mi po tej spowiedzi niedobrze, czułem się jak szmata.
Inne przyjemne zdarzenie z owym posłańcem bożym, to rekolekcje - wolne w szkole, kościół pękający w szwach, dziecięcy tumult i ja z kumplem wepchnięty przez innych z tyłu na ołtarz podczas komunii świętej. Ow ksiądz był wściekły - złapał nas na wsiarz i rzucił pod krzyż na ołtarzu, gdzie przerażeni i zlani wstydem musieliśmy klęczeć do końca mszy. Po mszy, gdy kościół się opróżnił zawołał nas struchlałych do zakrystii, gdzie zdjął gruby, biały sznur przepasający jego sutannę i nas dotkliwie nim pobił. Wieczorem matka kumpla zadzwoniła do mojej, żeby ta sprawdziła czy nie ma na moim ciele pręg i siniaków. Owszem, miałem, ale nie pamiętam, żeby sprawa miała jakiś finał. Najprawdopodobniej po naszej relacji doszły do wniosku, że najwyraźniej nam się należało - w końcu ksiądz osoba święta i wie co robi. Była połowa lat 80., regularnie dostawaliśmy lanie w domu, nie było jeszcze fanaberii typu ustawy o nietykalności cielesnej dzieci, więc wszystko było w granicach ówczesnej normy.

Ksiądz słuchał mojej historii osłupiały. Dodałem, że zdaję sobie sprawę, że czarne owce się wszędzie zdarzają, że spotykałem w dzieciństwie wspaniałych księży grających z nami w piłkę czy na gitarze. Przyznał mi tu rację i temat molestowania nieletnich przez kler uznał za zamknięty - jak zwykle...

Był i drugi wątek naszej rozmowy - następny powód mojego odejścia od kościoła. Jestem gejem, co wedle Biblii z automatu wyklucza zbawienie, ksiądz sam to przyznał. Nie ważne jakim się jest człowiekiem - ważne z kim się sypia. Zył bym z kobietą - miałbym szanse. Ale że jestem od 10 lat w formalnym, gejowskim związku partnerskim, tworzę małą, bo małą, ale szczęśliwą rodzinę, kochamy się i próbujemy żyć w zgodzie ze sobą i ze światem - nie mam bata - sczeznę w piekle... W moim przypadku są tylko dwie drogi do zbawienia - mogę być homoseksualistą, ale nie mogę sypiać z mężczyznami - musiałbym się pogrążyć w celibacie, ascezie - piękna idea, ale czy ja kiedykolwiek chciałem być mnichem? Zażartowałem, czy ma na myśli taką wstrzemięźliwość jak u mojego księdza z dzieciństwa?
Dowiedziałem się również że homoseksualizm jest chorobą i to wyleczalną! Jest przecież taki amerykański naukowiec, który uzdrawia gejów! Najprawdopodobniej troskliwy duchowny miał na myśli dra Paula Camerona - kontrowersyjnego, homofobicznego egzorcystę-szarlatana zapraszanego na wykłady przez środowiska prawicowe. Zapytałem księdza, czy może sobie wyobrazić wyleczenie heteroseksualisty z jego heteroseksualizmu - odpowiedź - cuda się zdarzają.
Homoseksualizm jest wręcz chorobą zakaźną, zagrażającą całej ludzkości! Na nic, moje tłumaczenie, że z homoseksualnym konstruktem psychoseksualnym najczęściej się rodzimy, że jest nas niezmiennie kilka procent w każdej społeczności i że to nie jest jakaś zachcianka, możliwość wyboru.
Przez "promocję" homoseksualizm rozprzestrzenia się i jak tak dalej pójdzie nie będziemy się rozmnażać i niebawem rodzaj ludzki wymrze.
I to wszystko z ust "uczonego", wykształconego, natchnionego Bogiem człowieka - wzoru i nieomylnej wyroczni dla setek wiernych. W środku Europy, w XXI wieku!

Najwyraźniej księżulek uznał moje powody za wystarczające, bo wystawił mi akt chrztu i poinstruował, że wraz z dwoma świadkami powinienem zgłosić się w mojej nowej parafii koło domu rodziców i złożyć u proboszcza wniosek o apostazję. Tak też uczyniłem - serdecznie uścisnąłem mu dłoń i pożegnałem się zapominając o wspomnianej wcześniej opłacie "co łaska" za wystawienie dokumentu. Może zapłaciłem za to już we wczesnej młodości?

Mając 15 minut do zamknięcia właściwej kancelarii, idąc za ciosem zgarnąłem z miasta moją bratanicę i jej chłopaka jako świadków i w ostatniej chwili wpadliśmy do plebanii. Kancelaria była zatęchłym, pachnącym "kościelnie" zaadaptowanym garażem pod plebanią. W niej starszy proboszcz siedzący w swojej ciemnej dziupli oświetlonej jedynie staromodną lampką na biurku. Rzut 50 lat wstecz. Najpierw wszedłem sam i wyjaśniłem w jakim celu przychodzę i podałem mu wniosek o apostazję. Proboszcz dokładnie przeczytał go na głos i stwierdził, że na taką okoliczność musi ustalić ze mną specjalny termin, bo tu na dole nie ma komputera, a na wniosku nie miałem świadków, których trzeba koniecznie dopisać. Po chwili konsternacji poszedł na górę, wrócił i do muzealnego zestawu na biurku dostawił maszynę do pisania! Przez dłuższą chwilę, ale sprawnie wystukał wszystkie dane, pouczył mnie i świadków o konsekwencjach mojej decyzji i nie wnikając w jej powody przystawił stosowne pieczęcie i podpis. Jednocześnie poinformował mnie o możliwości konwersji, czyli powrotu na łono kościoła w każdej chwili. Musiałbym przed społecznością wygłosić wyznanie wiary i tyle. Nie mam co prawda zamiaru, ale jakże piękna jest ta możliwość wyboru, którą nagle otrzymałem! Nikt inny, tylko ja - świadomie, z własnej woli mogę zostać członkiem kościoła. Nie można było tak od razu? Na koniec obiecał, że przekaże sprawę do kurii i miło się z nami pożegnał.
Cieszę, że mój ostatni kontakt z organizacją kościoła katolickiego przebiegł w tak normalny sposób. Księżulek był starszym, miłym człowiekiem, z którego emanowało autentyczne dobro i życzliwość. Pomyślałem sobie o mojej mamie, że jak już chodzi do tego kościoła, to chociaż do tego starego, dobrego księdza Zygmunta.
W innych postach czytałem o podejrzliwości apostatów, czy aby dani urzędnicy kościelni przekazali sprawy dalej do kurii. W przypadku "mojego" księdza nie mam cienia wątpliwości, że zrobi wszystko, co należy zrobić aby mojej woli stało się zadość.

Opuściłem kościół katolicki, ale nie żałuję, że byłem jego członkiem. Nie rozstaję się z nim w gniewie. Niezliczone godziny spędzone w jego murach na pewno odcisnęły na mnie jakieś piętno, ale na pewno nie negatywne (poza kilkoma sytuacjami). Był taki czas, w okolicach bierzmowania, że miałem na prawdę bezpośredni kontakt z Bogiem, mogłem z nim rozmawiać i czułem się jego częścią. Prawdopodobnie ta sakralna mistyka nauczyła mnie duchowości i za to jestem mu wdzięczny.

Jednocześnie czuję się lepiej, wychodząc formalnie z organizacji, która ma wiele negatywnych, destruktywnych cech i z którą nic już mnie nie łączy.

Piotr

PS.
W ciągu moich ostatnich apostatycznych dni, jak i teraz podczas pisania tej relacji, słucham najnowszej, pięknej, gniewnej i jak zwykle ostro antyklerykalnej płyty Sinéad O'Connor i kto wie czy to nie ona podjudziła mnie ostatecznie do wykonania wreszcie tego kroku. Polecam i pozdrawiam

I say you're running out of battery,
You're running out of battery

Sinéad O'Connor "Take Off Your Shoes"
Ostatnio edytowano 14 marca 2012 , 17:29 przez edgarski, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
edgarski
 
Posty: 3
Dołączył(a): 14 marca 2012 , 03:48
Gadu-Gadu: 0

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez mabu76 » 14 marca 2012 , 10:32

Gratuluję i ...troszeczkę zazdroszczę - u mnie szykuje się dłuższa walka :)
pozdrawiam
"...be yourself, no matter what they say..."
Avatar użytkownika
mabu76
 
Posty: 7
Dołączył(a): 9 marca 2012 , 12:56
Lokalizacja: Szczecin
Gadu-Gadu: 0

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez Smok » 14 marca 2012 , 13:27

Dzieki Piotrze...
Bardzo ladnie to napisales...
Fajnie, ze tak latwo poszlo...
Daj znak jak juz bedziesz miec ormalny wpis... ;)
Smok Grzesio – ATHEIST PRIDE
Avatar użytkownika
Smok
Strażnik piekieł
 
Posty: 4243
Dołączył(a): 29 listopada 2007 , 16:16
Lokalizacja: Krakow
Gadu-Gadu: 0

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez varszawa » 14 marca 2012 , 16:02

witamy wśród Naszych :D !
wszystko jest energią
Avatar użytkownika
varszawa
 
Posty: 86
Dołączył(a): 22 marca 2010 , 00:23
Lokalizacja: Warszawa
Gadu-Gadu: 0

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez edgarski » 15 marca 2012 , 04:07

Hej, dzięki.
Myślisz, że mam tę apostazję jakoś zweryfikować? A jak? Napisać do kurii, czy przejść się do parafii chrztu i sprawdzić, czy jest tam odpowiednia adnotacja?
Avatar użytkownika
edgarski
 
Posty: 3
Dołączył(a): 14 marca 2012 , 03:48
Gadu-Gadu: 0

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez Smok » 16 marca 2012 , 10:44

Zgodnie z instrukcja, potwierdzeniem apostazji jest wypis z kisegi chrztu.
Propponuje za miesiac, albo dwa udac sie do parafii ochlapania i poprosic o odpis...
Przy okazji pewnie utniesz sobie jeszcze pogawedke z milym ksiedzem proboszczem... :)
Smok Grzesio – ATHEIST PRIDE
Avatar użytkownika
Smok
Strażnik piekieł
 
Posty: 4243
Dołączył(a): 29 listopada 2007 , 16:16
Lokalizacja: Krakow
Gadu-Gadu: 0

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez morol » 16 marca 2012 , 11:48

edgarski napisał(a):PS.
W ciągu moich ostatnich apostatycznych dni, jak i teraz podczas pisania tej relacji, słucham najnowszej, pięknej, gniewnej i jak zwykle ostro antyklerykalnej płyty Sinéad O'Connor i kto wie czy to nie ona podjudziła mnie ostatecznie do wykonania wreszcie tego kroku. Polecam i pozdrawiam

I say you're running out of battery,
You're running out of battery

Sinéad O'Connor "Take Off Your Shoes"


A tymczasem w moim pieknym miescie...

http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,11352146,Nie_chca_koncertu_O_Connor__Bo_podarla_zdjecie_papieza.html
morol
 
Posty: 169
Dołączył(a): 2 sierpnia 2010 , 09:47
Gadu-Gadu: 0

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez terrae » 19 marca 2012 , 03:46

Własnie spowiedz jest po to aby wychwytywac kto ma jakie seksualne preferencje. Dla ksiezulkow jest to najlepsze zrodło, wtedy kazdy wie do jakiego młodzienca czy pannicy uderzyc, to jest kopalnia informacji dla tych pedofilow i seksualnie niespełnionych osob. Przykre ale prawdziwe.
Spowiedz to tez rodzaj donosu, na siebie i na innych.
Avatar użytkownika
terrae
 
Posty: 313
Dołączył(a): 20 października 2009 , 04:43
Lokalizacja: Valhalla

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez Radek_88 » 21 marca 2012 , 23:39

Witaj u nas :wink: !!!
Gratuluję. Cieszę się, że udało Ci się załatwić sprawę
bez większego problemu. Daj znać jak już dostaniesz
odpis.
Powodzenia :) .
Radek_88
 

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez Wiedźmin » 28 marca 2012 , 01:28

Fajna opowieść. Pisz jak sprawa sie zakończy :)
Na pohybel skurwysynom
A. Sapkowski



Z czarnymi trzeba zrobić porządek. Najlepiej
terrae napisał(a):jak w Chinach, wyłapać i do pracy na polu.
Avatar użytkownika
Wiedźmin
 
Posty: 615
Dołączył(a): 11 września 2011 , 20:25
Lokalizacja: Białogard, Szczecin
Gadu-Gadu: 642305

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez edgarski » 29 marca 2012 , 04:03

Dzięki. Dam znać, jak tylko wybiorę się znowu do Stargardu.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
edgarski
 
Posty: 3
Dołączył(a): 14 marca 2012 , 03:48
Gadu-Gadu: 0

Re: Piotr - Berlin - apostazja dokonana - krótka piłka

Postprzez blka » 18 listopada 2013 , 00:31

A ja tak sobie myślę. Czy to wszystko warte zachodu?
Zamierzam po prosu wysłać im list.
Zobacyzmy jak zareagują. Dołączę skan aktu chrztu, który na szczęście posiadam - chyba nie będę potwierdzał jego oryginalności notarialnie, bo po co skoro kościół stoi ponad prawem. I symbolicznie wypiszę się z tego syfu. Nie będę nigdzie chodził, prosił, dzwonił. W tym czasie będę oddawał się kontemplacji życia :)

Pozdr.
Avatar użytkownika
blka
 
Posty: 1
Dołączył(a): 18 listopada 2013 , 00:16
Gadu-Gadu: 0


Powrót do Doświadczenia apostatów



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron